Special Guests

środa, 26 maja 2010

Lifting zwykłej płóciennej torby

Uff, udało się! Może i posta uda się napisać w całości :-) póki mój Synek śpi.

Kilka dni temu postanowiłam uszyć mojej Mamie torbę do ręki. Pojemną, ale nadal zgrabną. Wyszyłam trochę rozwianych dmuchawców


i główkowałam, co tu zrobić, żeby była MOCNA.. Przypomniałam sobie o leżącej w szafie od kilku miesięcy, nieużywanej, najzwyklejszej torbie na zakupy. I to ją postanowiłam włożyć do środka i to ona służy za szkielet całości.

Miała długie uszy, a moja Mama woli trzymać wszystko w dłoni, 


dlatego nastąpiło szybkie skrócenie

przeszycie

i podstawowy szkielet był prawie gotowy. Naszyłam kieszonkę, po drugiej stronie dodałam uchwyt na klucze

Wstępnie środek był gotowy. Potem szybko dopasowałam resztę i torba zyskała nowe oblicze

Zdjęcie torby trzymanej w ręce postaram się zrobić po wręczeniu prezentu :-)
Uściski, dużo wiary we własne możliwości i odrobiny więcej czasu dla siebie - tego życzę dziś wszystkim blogującym i czytającym blogi mamom.
aga :-)

PS A! Bym zapomniała - jeszcze brelok do kompletu na klucze

niedziela, 23 maja 2010

Etui na komórkę na specjalne życzenie

Jestem, żyję i działam. Dziękuję za wszystkie życzenia powrotu do zdrowia dla Małego - pomagają :-)

Przy maszynie spędzam zaledwie promil czasu, bo go nie mam, nawet skrawka! Ale siąść raz musiałam, bo czyjaś komórka rozpaczliwe wołała o schronienie. I tak powstała mięciutka skarpetka z misiem wyhaftowanym swobodnie:


W środku naprawdę przytulnie, bo wyściałane dzianiną bawełniną w kolorze pudrowego różu (szkoda, że nie zdąrzyłam zrobić zdjęcia z wywiniętym kołnierzem, bo pokrowiec robił się wtedy naprawdę uroczy)


Ale jest już u nowej właścicielki i tylko te 3 zdjęcia mi po nim zostały :-)


Pozdrawiam Was i dziękuję za tyle ciepłych słów w komentarzach! To dzięki nim nastapiła mobilizacja (mimo braku czasu) i ten post ujrzał światło monitora.
aga 

piątek, 14 maja 2010

Kolejny pokrowiec tym razem z kocim haftem

Długo mnie nie było.. bo byliśmy z Małym w szpitalu :( Długo by też pisać o "lekarzach", którzy tylko z nazwy nimi są. Upór mój i intuicja uratowały nas przed groźnymi konsekwencjami (po DRUGIEJ wizycie u naszego pediatry, który stwierdził, że "tak może być mimo przyjmowania leku", bez zastanowienia poszłam do innego. Tyle że ten inny bez namysłu skierował nas od razu do szpitala. Wszystkie 3 wizyty miały miejsce w ciągu 48h). Jesteśmy juz w domu. A ja w ramach dochodzenia do siebie usiadłam i uszyłam drugi pokrowiec. Ale od początku: ten z sówką został zapakowany i wręczony jako prezent.


Podobał się BARDZO :-) Niestety, okazał się za mały na laptopa właścicielki.

Dlatego powstał nowy - większy i z innym motywem, bo kocim


Zastosowałam inny zamek - chyba nawet bardziej mi się podoba ;-)

I przeszyłam go dodatkowo - tak wygląda zdecydowanie fajniej, prawda?

A padło na kociaka, bo to wielka fanka tych futrzaków


Pozdrawiam Was wszystkich (!), bo Panowie tu też zaglądają :-) i strasznie się cieszę, że sówka tak podbiła Wasze serducha!
aga

poniedziałek, 3 maja 2010

Etui na laptop i swobodny haft

Tuż przed wyjazdem na Parowozjadę uszyłam etui na laptopa. Niby nic, ale ponownie (czyli drugi raz) spóbowałam haftu swobodnego. Śmieszne to trochę, bo przy braku wprawy nie wie się, CO z tego wyjdzie. Trochę drżałam, bo jak zaczęłam już widzieć, że jednak COŚ z tego wychodzi, to coraz bardziej bałam się, że COŚ nie wyjdzie ;-) Ale nie było tak źle. Przekonałam się do haftu swobodnego chyba na dobre. W każdym razie bać się już nie boję, bo kolejny projekt, który jest na maszynie, też się udał, jeśli chodzi o obrazek z nici. Ale o tym później. Miało być o etui i oto ono:



Tym razem na większego laptopa



Z sówką, która mnie urzekła, jak zobaczyłam ją w sieci



Wprawdzie różni się od oryginału, bo haftowana była "ręcznie", ale odrobina jej uroku przeniosła się na materiał :-)



Zaszalałam z podwójnym suwakiem - przynajmniej będzie wygodne dla osoby prawo- i leworęcznej



No i wygodnie dla komputera - milutko i mięciutko, dzięki bawełnie i grubej ocieplinie



I metka (z drugiej mój podpis ;-)



Mam nadzieję, że pogodna sówka choć odrobinę rozchmurzyła Wasze buzie!
aga

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Brązowy portfel

Miałam wykrój portfela i postanowiłam go ugryźć. A ugryźć dlatego, bo był niepełny. Pomęczyłam się nad nim trochę, aż w końcu zrobiłam z niego lekko własną wersję, bo tak było mi łatwiej. I oto kolejny element wyposażenia mojej skórzanej torby :-) Portfel na karty, papiery i takie tam:



Żeby zamek łatwiej się otwierał, uzupełniłam go o zawieszkę z turkusowym szklanym kamieniem w kształcie oliwki - UWIELBIAM połączenie brązu z tym kolorem! (dowodem na to jest nawet moje zdjęcie w profilu ;-)



Całość to 100% bawełny w kolorze gorzkiej czekolady. W środku również bawełniany materiał w regularny wzorek



Plus zapięcie magnetyczne



W końcu mój dotychczasowy portfel odetchnie i się domknie bez plastikowego balastu



A nowy portfelik szybko przybrał na wadze ;-)



Strasznie spodobało mi się połączenie tych dwóch materiałów. Wyszło niezmiernie ciepło, a bałam się, że wyjdzie nijak. Chyba uszyję jeszcze kilka takich samych.

dziś wyjątkowo twórczo ;-)
aga

Kipok The Big, czyli Cyklop w wersji usiądź-na-mnie

Chłopaki to chyba zawsze będą kochać potwory i zwierzaki, co mają dużo zębów. Nie wiem, czy pamiętacie pierwszego, małego Kipoka, ale mój Synek tak go pokochał, że razem z nim siada na fotelu, pokazuje mu bajki lecące w telewizji (tu bardzo pilnuje, aby OKO było skierowane w kierunku ekranu), razem z nim ogląda książeczki i gdy kładzie się na dywanie, podkłada sobie pod głowę, choć przyznam, że twarda to poducha..

Kipok Mały przeszedł już trochę: "OOOOOjej..... Kipok zęba nie ma. Wybił sobie. Zrobił bam i nie ma." - tak był skomentowany "ułamany" pierwszy ząb. "OjeJ. Znowu zrobił bam. Teraz nie ma tsi zębów." - a tak strata drugiego ;-) Grunt, że moje kochane dziecię nie przeżywało zbytnio ubytków w uzębieniu. Pomyślałam nawet, że taka zabawka to wspaniała sprawa, aby pokazać dziecku, co się dzieje z pierwszymi ząbkami. I że niekoniecznie musi się wywrócić, aby ząbki wypadły.

Ale zanim pokażę Małego Po-przejściach, to najpierw zaanonsuje jego kolegę Dużego. Duży leży cały czas przy łóżeczku i pełni funkcję "bodygarda". A w szczególnych wypadkach Mama lub Tata są zapraszani na niego, aby usiedli wygodnie i byli blisko przy zasypianiu.



Czas spędza się na nim bardzo wygodnie, bo jest wypełniony gąbką grubości 3 cm



Trzeba tylko uważać, żeby nie usiąść na oko, bo będzie niewygodnie ;-)



A tu już dwa Kipoki w komplecie - sama radośc :-D



I tak robiąc to zdjęcie zrobiłam jeszcze to - wyszło, że mam komplet dla chłopca i dla dziewczynki :-)


Na ten różowy mój Synek nawet nie chcę spojrzeć. No, zauważył guziki ;-)
Cieszę się, że jest taki potworniasty!

miłego dnia
aga

niedziela, 25 kwietnia 2010

Powrót do przeszłości

Jak sięgam pamięcią, zawsze coś majsterkowałam, lepiłam, szyłam, kleiłam, wycinałam, malowałam... Dziś będąc u Rodziców, rozejrzałam się wokół i po krótkim wpatrywaniu się w to, co tak doskonale znane i przez to niezauważane, wyłuskałam parę moich "dzieł" nawet sprzed ponad 10 lat! Jak to fajnie pisać daty na tym, co wyszło spod własnych łapek

w dolnym prawym rogu napis: aga '01

Dziewczynki (tak nawet został nazwany okres, w którym namiętnie je robiłam) "trzaskałam" jedna za drugą. Z głowy wystrzeliwały mi pomysły jak popcorn. Rozdałam ich masę, ostała się tylko jedna, którą odnalazłam w łazience. Włosy z muliny, kokardki wiązane pęsetą z pojedyńczej nitki, rączki z kordonka, nóżki z tasiemki satynowej, kolorowy papier i kartonik po moich perfumach. Ach, i srebrny pisak.

W kuchni wisi i wesoło się uśmiecha słoneczko. Widać na nim już ząb czasu (albo ząb kogo innego..), ale ile razy na nie spoglądam, sama się śmieję.

ma spokojnie ponad 10 lat, bo jeszcze przed erą Dziewczynek je robiłam

To było na wejściu do kuchni. A teraz rzeczy, które dla kuchni zostały stworzone:

1. Pojemnik na bułkę tartą - robiony na superszybko, bo od dostania go, namalowania i oddania w użytkowanie upłynęło 7, może 10 minut. Kwiaty na szkle udało się szybko wysuszyć, ale na zakrętce widnieje dowód, że BYŁ wtedy pośpiech


ślady presji czasu


2. Pojemnik na liście laurowe - miał pasować do tego od bułki, ale przy nim siedziałam kilka godzin. Do dzisiaj pamiętam, jak męczyłam i cyzelowałam te kępy stokrotek - nigdy później tego nie powtórzyłam


i widok na zatyczkę


3. Kwietna butelka na alkohole coby się elegancko prezentowały na stole


Chyba nigdy nie została wykorzystana w swej roli :-D Ale dzielnie stoi i stara SIĘ prezentować ;-)


Opuszczając kuchnię wpadłam na lusterko w przedpokoju



i masę portmonetek filcowych na drobne. Tu dwie:


i z zamkiem


I to by było na tyle z mojej podróży sentymentalnej. Ciekawe, co bym znalazła, przeszukując swój dom.. :-) Pewnie nic, bo dopiero od niedawna zaczęłam robić coś też dla nas, siebie. Tak to zawsze wszystkie moje prace wywędrowywały do przyjaciół i rodziny. Gdyby nie zbiory Rodziców, chyba bym zapomniała, w ile różnych rzeczy konkretnie się pakowałam.

Znów z wypiekami na policzkach, bo tym razem już przesadziłam z długością, pozdrawiam najwytrwalszych!
aga