Special Guests

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 listopada 2011

Skrzynka na wino. Wino dla dwóch Ag

To chyba najdłużej robiona przeze mnie skrzynka! Dwa lata z kawałkiem. Aż wreszcie się doczekała finiszu, bo i urodziny były w określonym dniu.


I jak na ironię od maja jej jeszcze nie wręczyłam, bo nie było okazji do spotkania. Na dobrą sprawę dzięki niej wiem, jak długo nie widziałam się z osobą, dla której została wykonana..

Nic to - jest pełna, pyyyszne wino w środku i mam nadzieję, że gdy się w końcu spotkamy, nie na jednym się skończy.


No i że się spodoba.. I nie wyląduje w koszu po opróżnieniu butli.


pozdrowienia
od nadal kaszlącej agi

niedziela, 7 sierpnia 2011

Stół balkonowy i stemple po ulewie

Wczoraj napracowałam się trochę i byłam naprawdę zadowolona z efektu. Aż żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia, jak to wyglądało PRZED deszczem. Jednak moje obawy były słuszne i woda zrobiła nieco zamieszania na moim blacie. Ale nie dałam rady wczoraj zabezpieczyć wszystkiego lakierem, bo już było ciemno. Cóż.. Mówi się trudno, póki co blat taki zostanie, bo na następną taką sesję nie wiem, kiedy znajdę czas :-)

PO

PRZED

Każde dotknięcie stołu powodowało odrywanie się od niego setek malutkich drobinek pylowych, nieważne jak mocno był wyczyszczony


Dlatego mimo rozmycia moich kawowych stempli przez wodę, blat jest o niebo lepszy - czyściutki i gładki w dotyku :-D Co z tego, że rozzzzzmazaaaany ;-)


na dziś tyle, zmykam do pracy, bo jutro się z nią nie wyrobię
aga

niedziela, 23 stycznia 2011

Jak porażkę przekuć w zwycięstwo!

Miesiące temu szyłam cuda z lawendowego sztruksu, o tutaj. Wśród nich miała być jeszcze jedna para półbaletek, ale że uszyłam tylko jedną sztukę, nie pojawiła się.


Dlatego jedną, bo po pierwsze szyłam "na czuja", nie za bardzo wiedząc, jaki będzie efekt końcowy (brak wykroju, wskazówek JAK szyć), a po drugie wynikło z pierwszego - nie było to wygodne (zupełnie jakbym chodziła w skarpetkach), stąd drugiej nie doszyłam. Porażka..


I tak było do wczoraj, gdy szukając owego sztruksu, natrafiłam na zapomniany kapeć. Śliczny był, bo materiał ten wprost rozbraja i szkoda mi było go wyrzucać, choć zwykle tak robię z szyciowymi porażkami. Hop do kosza i po sprawie. Ale wczoraj mnie olśniło :-)
Wstawiłam zamek (gimnastyki trochę było, bo nie ma to jak wszywać zamek do USZYTEGO pojemnika) i tak oto powstało nowe lokum na tusze, pędzelki, cienie, róże - KOSMETYCZKA-PANTOFELEK


Jest boska! Urocza i pojemna. Nic z niej nie wypada, a prezentuje się cudownie!! Zdjęcia absolutnie nie oddają jej uroku i wiem, że powstaną następne!


Dzięki niej udało mi się ukończyć komplet lawendowy dla nowoupieczonej mamy.

Do wszystkiego dorobiłam jeszcze mały drobizag - płaski kamyczek z dwoma motylkami w korespondujących kolorach, przewiązany atłasową tasiemką


i z takim zawiniątkiem jadę jutro zobaczyć mamę i jej maleństwo. Dla dzidziusia mam również prezenty, ale że kupione, a nie uszyte tym razem...



pozdrawiam megaoptymistycznie, bo dziś poszukiwana przeze mnie od dawien dawna INSPIRACJA wpadła na mnie i uszyła ze mną nową zabawkę dla synka!!
aga :-D

niedziela, 25 kwietnia 2010

Powrót do przeszłości

Jak sięgam pamięcią, zawsze coś majsterkowałam, lepiłam, szyłam, kleiłam, wycinałam, malowałam... Dziś będąc u Rodziców, rozejrzałam się wokół i po krótkim wpatrywaniu się w to, co tak doskonale znane i przez to niezauważane, wyłuskałam parę moich "dzieł" nawet sprzed ponad 10 lat! Jak to fajnie pisać daty na tym, co wyszło spod własnych łapek

w dolnym prawym rogu napis: aga '01

Dziewczynki (tak nawet został nazwany okres, w którym namiętnie je robiłam) "trzaskałam" jedna za drugą. Z głowy wystrzeliwały mi pomysły jak popcorn. Rozdałam ich masę, ostała się tylko jedna, którą odnalazłam w łazience. Włosy z muliny, kokardki wiązane pęsetą z pojedyńczej nitki, rączki z kordonka, nóżki z tasiemki satynowej, kolorowy papier i kartonik po moich perfumach. Ach, i srebrny pisak.

W kuchni wisi i wesoło się uśmiecha słoneczko. Widać na nim już ząb czasu (albo ząb kogo innego..), ale ile razy na nie spoglądam, sama się śmieję.

ma spokojnie ponad 10 lat, bo jeszcze przed erą Dziewczynek je robiłam

To było na wejściu do kuchni. A teraz rzeczy, które dla kuchni zostały stworzone:

1. Pojemnik na bułkę tartą - robiony na superszybko, bo od dostania go, namalowania i oddania w użytkowanie upłynęło 7, może 10 minut. Kwiaty na szkle udało się szybko wysuszyć, ale na zakrętce widnieje dowód, że BYŁ wtedy pośpiech


ślady presji czasu


2. Pojemnik na liście laurowe - miał pasować do tego od bułki, ale przy nim siedziałam kilka godzin. Do dzisiaj pamiętam, jak męczyłam i cyzelowałam te kępy stokrotek - nigdy później tego nie powtórzyłam


i widok na zatyczkę


3. Kwietna butelka na alkohole coby się elegancko prezentowały na stole


Chyba nigdy nie została wykorzystana w swej roli :-D Ale dzielnie stoi i stara SIĘ prezentować ;-)


Opuszczając kuchnię wpadłam na lusterko w przedpokoju



i masę portmonetek filcowych na drobne. Tu dwie:


i z zamkiem


I to by było na tyle z mojej podróży sentymentalnej. Ciekawe, co bym znalazła, przeszukując swój dom.. :-) Pewnie nic, bo dopiero od niedawna zaczęłam robić coś też dla nas, siebie. Tak to zawsze wszystkie moje prace wywędrowywały do przyjaciół i rodziny. Gdyby nie zbiory Rodziców, chyba bym zapomniała, w ile różnych rzeczy konkretnie się pakowałam.

Znów z wypiekami na policzkach, bo tym razem już przesadziłam z długością, pozdrawiam najwytrwalszych!
aga

piątek, 29 stycznia 2010

Ukryte chusteczki

.. w chusteczniku. Pierwszy raz bawiłam się papierem ryżowym i jestem zachwycona!! Pomijając koszmarne wycinanie, gdzie przy wąskich elementach (gałązki, pnącza) jest to zajęcie tylko dla wytrwałych, to samo naklejanie jest samą przyjemnością! Nie drze się, nie rozciaga, łatwo przesuwa - no można z nim robić przy dobrze przygotowanej powierzchni drewna (tj. oszlifowanej) właściwie wszystko! Przynajmniej nie ogarniał mnie strach, czy wycięty motyw nie zostanie zniszczony podczas naklejania. I tak mamy nasze niezbędne chusteczki pięknie opakowane na stole:

Chustecznik miał być lawendowy, ale nie "widziałam" tego samego motywu, co na zegarze, dobrze rozmieszczonego na pudełku. Wygladało na ciężkie. A z tymi pnączami naprawdę mi się podoba, bo ujmuje mu 80% wagi ;-)

środa, 27 stycznia 2010

Kynia! (czyt. skrzynia :-)

Gdzieś trzeba przechować drobne, ale jak cenne, pamiątki z dzieciństwa: pozytywny test ciążowy, pierwszy smoczek, tycie skarpetki, które gdyby nie były noszone, nigdy bym nie uwierzyła, że pasowały (!), pierwsza kartka urodzinowa z Australii od cioci Justysi.. Te wszystkie skarby musiały mieć przytulne miejsce, gdzie mogłby zachować moc wspomnień. Skrzynia po winie dopasowała mi idealnie:

Małemu Piratowi też się podobała!

Drugi zegar na nieświadome zamówienie

Mój synek jest fanem, WIELKIM fanem zegarów pod każdą postacią. Nie musiałam długo czekać, aż zauważy nowy na ścianie w kuchni. Jego okrzyk był nieziemski! :D Chciał go oglądać w rękach, móc go dotykać z każdej strony, pytając o każdy szczegół. Wskazówkami był tak zafascynowany, że aż trząsł się, aby się opanować i ich nie ruszać. Tak wzruszyła mnie ta reakcja, że zapytałam go, czy chciałby mieć taki zegar w swoim pokoju (jeden na ścianie wisi OBOWIAZKOWO, ale wskazówki są ZA szybką). Na odpowiedź nie czekałam długo :-) I tak oto powstał Kubusiowy zegar dekupażowy:


Ten za to ma inne właściwości od tego, który wisi w mojej kuchni - na dzwięk jego rytmicznego tykania powoli zamykają się oczy, uspokaja dusza, uśmiechają usta... No zawsze mnie usypa w fotelu, nad którym wisi :-)

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Marzenie o lawendowym zegarze

Ale zanim o nim to.. nie wierzę własnym oczom!! Wczoraj pierwsza Violetka, dziś Paula, Magda... Dziękuję Wam!! To takie miłe. I Konwalia Czarodziejka! A ja uwielbiam Gości. I brakuje mi tego w świecie rzeczywistym.. Teraz trzeba się umawiać na dwa tygodnie przed spotkaniem, dzwonić, planować, a i tak często się nie udaje z prozaicznego braku czasu. Cieszę się, że choć tu będziecie zaglądać często, bardzo często. Bo takie wizyty podnoszą endorfiny i dzięki nim szybciutko wklejam kolejnego posta.

Kiedyś zamarzył mi się zegar z konkretnym, i żadnym innym, bo upatrzonym motywem lawendy. Lawendowy zegar wykonany ręcznie. Szukałam po serwisach aukcyjnych i innych sklepach, żeby znaleźć choć coś zbliżonego do mojego marzenia. I nic. Ciężko było mi się pogodzić z faktem, że ściana w kuchni musi pozostać goła, bo cały czas widziałam na niej tikające cudo. I pewnego dnia postanowiłam odważnie - zrobię go sama! Z decoupagem nie miałam wcześniej nic wspólnego, ale szczęśliwie okazało się, że Hana jest właśnie na etapie pozytywnego zakręcenia serwetkowego i wtajemniczyła mnie w kilka wieczorów w tajniki łączenia papieru z drewnem (dziękuję Ci, Hana, za te niezapomniane wieczory!). Powstała cała masa przyszłych prezentów oraz to, na co czekałam najdłużej - lawendowy, całkowicie mój i w całości taki, o jakim marzyłam - ZEGAR do mojej kuchni:

Kocham na niego patrzeć, słuchać, jak uroczo cyka, na nim nawet najpóźniejsza godzina mnie nie przeraża :-)