Special Guests

czwartek, 25 marca 2010

Wersje mini

czyli przydasie na drobne lub klucze. Trudniej szyje się takie malutkie wersje, ale przynajmniej efekt widać ciut szybciej


A klucze zadomowiają się w nich natychmiast


Póki co robią furorę wśród osób, które przypadkiem je widziały - nawet w sklepie eleganckie panie pytają, "gdzie takie sprzedają". Miło :-)

Nadrabiam zaległości

I to dzięki Tobie, Niedzielko. Bo uświadomiłaś mi, że ten "zabiegany czas" to u mnie jest standardowo, a jak nadejdą święta, to już w ogóle przepadnę..

Zdjęcia trochę zimne, bo bez słoneczka, ale zawsze SĄ :D

Oto moje piękne domki! Kupowane z myślą o podszewce do torby, ale.. coraz poważniej myślę o nadaniu im ważniejszej funkcji:



Może jakaś kosmetyczka by się z tego potrafiła wyłonić.. Domki w swoich kolorach:

na białym tle

i na zielonym

Śmieszny jest ten materiał, bo to 100% bawełny, a wygląda jak len (szczególnie na zdjęciu powyżej).

Do tego kupiłam jeszcze kwiatuszki NA PEWNO już na podszewkę:


No chyba że znowu coś w ostaniej chwili pozmieniam


A może Wy macie jakieś pomysły, co z tymi materiałami powyczyniać? Rzućcie wyzwanie - jeśli zaskoczy mi w głowie i podołam, podejmuje je! :-)

CDN

wtorek, 23 marca 2010

Jesteście wspaniałe (-li? :-)!

Po pierwsze - BARDZO WAM WSZYSTKIM DZIĘKUJĘ, że zaglądacie, że się odzywacie i ZOSTAJECIE. Zaledwie 26 postów i 47 Stałych Gości to dla mnie prawdziwy rekord i wyróżnienie! Jak zakładałam bloga, zastanawiałam się, czy po roku będzie mnie choć jedna osoba stale odwiedzała. A tu tak niewiarygodne zaskoczenie. I radość - że nie piszę tylko dla siebie i że moje posty nie znikają zapomniane w sieci, a jeszcze ktoś je czyta i czasami mu się nawet coś podoba.

Szyję całkiem sporo, kupiłam ostatnio cuuudowne materiały, ale na robienie zdjęć nie mam już czasu. Gdyby fotki samoczynnie przelatywały na blog, posty byłyby codziennie :-) Ale jak ja mam tu Wam pisać o uroczym zielonym materiale w białe domki (i jego odwrotnej wersji) BEZ zdjęcia? I o kosmetyczkach w nietypowych kształtach bez przedstawienia ich? Chyba przesunę sobie pobódkę z 05:50 na 05:10 i wtedy nadrobię zaległości. Skrzydeł dodajecie i tyle! Zatem jutro planowana sesja o świcie.

Pozdrawiam Was cała w skowronkach
aga

PS Duditko - bardzo dziękuję za wyróżnienie!

piątek, 19 marca 2010

Etui na laptopa

Szukałam w sieci, jak wykonać kosmetyczkę z podszewką.. i nie znalazłam. Jako że nie lubię się poddawać, usiadłam wczoraj przy maszynie i dumałam na bieżąco, jak to ugryźć, podczas szycia etui na laptopa.
Potrzeba matką wynalazków.. i w końcu uszyłam (sposobem mojego wynalazku ;-)! Kosztowało to wiele czasu, niestety nie do końca osiągnęłam efekt, o który mi chodziło (nic to, dziś działam znów ;-) - jak już wspomniałam - łatwo się nie poddaję). Póki co przedstawiam Wam nowe etui, uszyte z myślą o prezencie, które otuli laptopa pewnej drogiej mi Osoby:


Pierwszy raz pobawiłam się też w swobodne haftowanie - niezła frajda! A i rezultat tych wywijasów jest zdumiewająco fajny:


Mam tylko nadzieję, że prezent się spodoba..

czwartek, 18 marca 2010

Łazienkowy komplet..

No i nie mam jak zrobić zdjęć lampy (będą wkrótce!). ALE żeby Wam to choć trochę wynagrodzić, wklejam też coś dla niemowlaczka - tyle że do kąpieli:


Gdy go powiesiłam w celu sprawdzenia, czy wieszaczek zadziała, pomyślałam, że miło będzie coś jeszcze do niego dołożyć i szybciutko uszyłam ręczniczek, bo z pociętego ręczniola został mi właśnie taki kwadracik.


W końcu malutka Lenka, dla której wszystko to zostało uszyte, za parę miesięcy oprócz regularnego kąpania, będzie jeszcze myć pod bieżącą wodą rączki. Może dzięki temu z większą przyjemnością je wyszoruje?


Jeszcze próba na sucho


i można całość zapakować:


środa, 17 marca 2010

Powrót do sZycia!

No i mam moją ukochaną maszynę!!! Nie sądziałam, że jak stanie na biurku, przepadnę tak szybko znowu.. na dłuuuugą noc. Kolejna nieprzespana, ale z jakim słodkim efektem! Uszyłam kolejne koszyczki na kosmetyki (u mnie sprawdziły się rewelacyjnie!) i to chyba stąd taka miłość do nich. Ale uszyłam coś jeszcze do czego przymierzałam się już od miesiąca lub dłużej. Zamówiłam nawet stelaż.., dawno wybrałam materiały.. Ale obchodziłam ten projekt szerokim łukiem tak naprawdę. I żałuję, że wcześniej do niego nie zasiadłam! Postaram się dziś wieczorem przedstawić Wam lampę do pokoju niemowlaczka :-)

sobota, 6 marca 2010

Szycia nie będzie

I mam przymusowy urlop o długości nieokreślonej. Urlop od szycia. Moja NOWA maszyna wyzionęła dziś ducha. Po raz kolejny w ciągu miesiąca, więc nie rozpaczam jak za pierwszym razem. Trudno. Może ktoś lub coś chce, żebym w końcu odpoczęła, WYSPAŁA się. Na dobrą sprawę to jedyny sposób, żebym nie siedziała przy biurku i nie szyła.. Bo zwariowałam. Jakiś nałóg mnie dopadł. Może dlatego, że co rusz sprowadzam do domu nowe materiały i jak je widzę, to mam już przed oczami te cuda, które mogą z nich powstać. A tyle roboty było przede mną. Koszyczki na kosmetyki miałam szyć nowe, bo te zaplanowane dla przyjaciół już wyfrunęły z mojej pracowni do całkiem innych domów ;-)

Nic to. Może do tego czasu uda mi się znaleźć tutka na uszycie kosmetyczki Z podszewką. Wczoraj zdołałam jeszcze poszaleć i na 95% robót utknęłam, bo nie wiem, jak to coś wykończyć. Z daleka wygląda jak gotowa, ale daleko jej jeszcze do używalności.

Wszystkim życzę owocnego weekendu, bo tym razem znajdę chyba w końcu czas na oglądanie :-)

czwartek, 4 marca 2010

Rozmnożyły się króliki - WIOSNA IDZIE!!

Balerinki nie mogły być same - i z rozpędu stworzyłam im uroczych panów, wyposażonych w praktyczny koszyczek z guziczkiem i mini drewnianą klamerką. Jak znalazł na idące Święta. Będą mogły siedzieć na stole i trzymać piękne pisanki w środku!



Tylko jak tu ich rozdzielić? Tak bajkowo razem wyglądają. Może ktoś będzie chciał parę!

Urocza Primabalerinka! A nawet DWIE!

Chciałam zrobić jej piękną sesję, ale nie mam dosłownie na nic czasu. Do wykonania zdjęć zmobilizowała mnie jedynie notka z 1 marca ;-) Inaczej pewnie wylądowałaby w nowym domku i nie zostawiła po sobie śladu na moim komputerze ani aparacie.


Spodobała mi się, gdy po kilku (sic!) sesjach ulepszania jej ubranka (nie ma na sobie tego wiele, ale etapy - zanim do tego doszłam - były różne i obfitowały w cuda na kiju) (a raczej króliku), doszłam do widocznego efektu. I postanowiłam uszyć jej koleżankę :-) Podobną niewiarygodnie, bo wszystkie baletnice w rzeczywistości zawsze mi się baaardzo podobne do siebie wydawały.


Uśmiecham się za każdym razem, jak na nie patrzę, i na każdą z osobna również. Jakaś mała księżniczka (albo dwie) na pewno podskoczy z radości, gdy otworzy pudełko i zobaczy patrzącą na siebie króliczą baletnicę.

środa, 3 marca 2010

Półtora miesiąca i 20 Stałych Gości

Dziękuję! I ponad 1300 odsłon. Taka ilość Gości zobowiązuje, zatem wklejam dziś kolejnego posta. Następna torebeczka - tym razem wersja bardziej naturalna:




Przyjaciółka poprosiła mnie o taką Z zamkiem. Na pewno spełnię jej prośbę, ale póki co podchodzę do tego jak do jeża, bo jeszcze nigdy tego nie robiłam! Nie mam ZIELONEGO pojęcia, jak wszywa się zamki. Macie może na swoich blogach tutoriala, jak TO się robi? Wiem, że sieć pełna takich rzeczy, ale z moim permanentnym brakiem czasu nie siądę do wyszukiwania dłuuugo.. Chwalcie się, jeśli umiecie! :-)

Bardziej mobilne koszyczki

Tak spodobało mi się kolorystyczne połączenie tych dwóch materiałów, że poszalałam na dobre i uszyłam wersję z uchwytami. Wywinąć takiego koszyczka nie można, ale za to dzięki rączkom staje się bardziej mobilny i może być wykorzystany na najczęściej używane kosmetyki:


a tu w środku:
 

A za niedługą chwilę może uda mi się w końcu wrzucić na bloga wspomnianą już baletnicę.. 

Koszyczki na kosmetyki i bużuterię

Wszystkie wiemy, jak dużo kosmetyków mamy w łazienkach. Dlatego rzeczy, które mogą pomóc opanować bogactwo butelek, kremów, perfum i jednocześnie ożywić pomieszczenie, są przeze mnie szczególnie doceniane. Dlatego pomyślałam, że właśnie takie prezenty dla przyjaciół na zajączka będą miłe:

opcja prosta

i opcja wywinięta:

Uszyłam również wersję z rączkami, ale będę mogła ją Wam pokazać dopiero po spacerze z psem, bo molestuje mnie tu choć o sikundę.

poniedziałek, 1 marca 2010

O sZyciu

Święta zbliżają się wielkimi krokami, wśród znajomych obrodziło w cudowne dzieciaczki, więc i prezentów na zajączka będzie dwa razy więcej - dla ich rodziców i ich samych. Siedzę zatem po nocach, szyję jak opętana, nie śpię, nie dosypiam, nie mróżę oczu nawet, gdy mózg mówi dość i marząc o odpoczynku, wyłącza się na ułamki sekund (nie zdarzało mi się to od czasu studiów ;-). Ale WARTO! Jak widzę, co wychodzi spod igły mojej prostej maszyny, to fikam ze szczęścia. Ale czasami do tego szczęścia długa droga jest...
Tak było z pewną baletnicą, którą postaram się Wam jutro pokazać. Uszyłam ją w pełnym rynsztunku, ale cały czas coś mi w niej nie pasowało. Zmieniałam, doszywałam, odpruwałam, cięłam, ale nie zaskakiwało mi w oczach. No i wtedy pojawia się okropne uczucie straty czasu - że zamiast spać, złapać trochę energii potrzebnej organizmowi, ja chcę złapać coś dla serducha.. a tu kicha. Straszne to jest, nie wiem, czy też tak miewacie. I w momencie, gdy człowiek podświadomie marzy tylko o śnie, ciężko jest wysupłać z oragnizmu resztki sił, żeby zadziałać i zrobić tak, aby było w 100% dobrze. Żeby ZASKOCZYŁO. Ale że była 3 nad ranem, wiedziałam, że niecałe 3 godziny snu i tak mnie na nogi super nie postawią, wiedziałam, że jedyne, co to może zrobić, to moja Primabalerina wykonana na 100%, i ani promil mniej. Żeby nie zamęczać dłużej tą historią - UDAŁO SIĘ (banana mam podwójnego pisząc te słowa, bo w obecnej chwili to ulubione wyrazy mojego synka :D). Efekt: baletnica jaką chciałam, samopoczucie: jak bym spała pełne 8h - cuda działają te wyszywanki!!!

Pozdrawiam Was ciepło w ten wietrzny wieczór i serdecznie zapraszam jutro na ucztę fotograficzną!

czwartek, 11 lutego 2010

Prezent - Ogrodnik

A oto i Ogrodnik Zielony, w filcowych, mięciutkich ogrodniczkach z praktyczną kieszonką na marchewę (na zdjęciu truskawę :):

Trochę szkoda, że zrobiłam mu tak mało zdjęć.. Fajny z niego model był - jak się go ustawiło, tak stał, uszy cały czas pogodne - czego więcej potrzeba do udanej sesji? :-) Od wczoraj ma nowy, przytulny domek, bo stał się prezentem dla Wspaniałej Kobiety. I z wielkim uśmiechem stwierdziłam, że dopasował niesłychanie do wcześniejszego prezentu - zdekupażowanego lusterka z tulipanami. Będę musiała cyknąć fotkę!

poniedziałek, 8 lutego 2010

Nie próżnuję.. ścigam czas!

Od ostatniego wpisu dużo się podziało - przybyło wielu Obserwatorów, choć ja wolę określenie Bywalców :-) - witam Was serdecznie i bardzo miło jest mi Was gościć!
Uszyłam też kilka świątecznych gadżetów i zmontowałam coś jeszcze, ale o tym później, bo bez zdjęć wolę się nie wychylać.

Na początek Zając Golas. Golas, bo tak mu wygodnie ;-) A że niewiarygodnie urocze było robienie mu zdjęć, tym razem będzie ich po prostu więcej :D

(przy świetle sztucznym)

(i przy dziennym)
Przyczepił się do tej truskawy i wypuścić nie chciał ;-)

Nie wiem, czy to widać, ale uszyty jest z misiowego materiału - cuuuUUUUdownego w dotyku, pierwszy raz mam do czynienia z czymś tak milusim i przytulaśnym. Ale w szyciu toż to coś okropnego było. Twarde, przebić igłą się nie dawało. Tym bardziej UKOŃCZONY w całości zając mnie cieszy.

Drugi zając to Zając Ogrodnik, ale jego zdjęcia wkleję trochę później, gdy ścignę znów odrobinę czasu!

piątek, 29 stycznia 2010

Ukryte chusteczki

.. w chusteczniku. Pierwszy raz bawiłam się papierem ryżowym i jestem zachwycona!! Pomijając koszmarne wycinanie, gdzie przy wąskich elementach (gałązki, pnącza) jest to zajęcie tylko dla wytrwałych, to samo naklejanie jest samą przyjemnością! Nie drze się, nie rozciaga, łatwo przesuwa - no można z nim robić przy dobrze przygotowanej powierzchni drewna (tj. oszlifowanej) właściwie wszystko! Przynajmniej nie ogarniał mnie strach, czy wycięty motyw nie zostanie zniszczony podczas naklejania. I tak mamy nasze niezbędne chusteczki pięknie opakowane na stole:

Chustecznik miał być lawendowy, ale nie "widziałam" tego samego motywu, co na zegarze, dobrze rozmieszczonego na pudełku. Wygladało na ciężkie. A z tymi pnączami naprawdę mi się podoba, bo ujmuje mu 80% wagi ;-)

środa, 27 stycznia 2010

Kynia! (czyt. skrzynia :-)

Gdzieś trzeba przechować drobne, ale jak cenne, pamiątki z dzieciństwa: pozytywny test ciążowy, pierwszy smoczek, tycie skarpetki, które gdyby nie były noszone, nigdy bym nie uwierzyła, że pasowały (!), pierwsza kartka urodzinowa z Australii od cioci Justysi.. Te wszystkie skarby musiały mieć przytulne miejsce, gdzie mogłby zachować moc wspomnień. Skrzynia po winie dopasowała mi idealnie:

Małemu Piratowi też się podobała!

Drugi zegar na nieświadome zamówienie

Mój synek jest fanem, WIELKIM fanem zegarów pod każdą postacią. Nie musiałam długo czekać, aż zauważy nowy na ścianie w kuchni. Jego okrzyk był nieziemski! :D Chciał go oglądać w rękach, móc go dotykać z każdej strony, pytając o każdy szczegół. Wskazówkami był tak zafascynowany, że aż trząsł się, aby się opanować i ich nie ruszać. Tak wzruszyła mnie ta reakcja, że zapytałam go, czy chciałby mieć taki zegar w swoim pokoju (jeden na ścianie wisi OBOWIAZKOWO, ale wskazówki są ZA szybką). Na odpowiedź nie czekałam długo :-) I tak oto powstał Kubusiowy zegar dekupażowy:


Ten za to ma inne właściwości od tego, który wisi w mojej kuchni - na dzwięk jego rytmicznego tykania powoli zamykają się oczy, uspokaja dusza, uśmiechają usta... No zawsze mnie usypa w fotelu, nad którym wisi :-)

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Marzenie o lawendowym zegarze

Ale zanim o nim to.. nie wierzę własnym oczom!! Wczoraj pierwsza Violetka, dziś Paula, Magda... Dziękuję Wam!! To takie miłe. I Konwalia Czarodziejka! A ja uwielbiam Gości. I brakuje mi tego w świecie rzeczywistym.. Teraz trzeba się umawiać na dwa tygodnie przed spotkaniem, dzwonić, planować, a i tak często się nie udaje z prozaicznego braku czasu. Cieszę się, że choć tu będziecie zaglądać często, bardzo często. Bo takie wizyty podnoszą endorfiny i dzięki nim szybciutko wklejam kolejnego posta.

Kiedyś zamarzył mi się zegar z konkretnym, i żadnym innym, bo upatrzonym motywem lawendy. Lawendowy zegar wykonany ręcznie. Szukałam po serwisach aukcyjnych i innych sklepach, żeby znaleźć choć coś zbliżonego do mojego marzenia. I nic. Ciężko było mi się pogodzić z faktem, że ściana w kuchni musi pozostać goła, bo cały czas widziałam na niej tikające cudo. I pewnego dnia postanowiłam odważnie - zrobię go sama! Z decoupagem nie miałam wcześniej nic wspólnego, ale szczęśliwie okazało się, że Hana jest właśnie na etapie pozytywnego zakręcenia serwetkowego i wtajemniczyła mnie w kilka wieczorów w tajniki łączenia papieru z drewnem (dziękuję Ci, Hana, za te niezapomniane wieczory!). Powstała cała masa przyszłych prezentów oraz to, na co czekałam najdłużej - lawendowy, całkowicie mój i w całości taki, o jakim marzyłam - ZEGAR do mojej kuchni:

Kocham na niego patrzeć, słuchać, jak uroczo cyka, na nim nawet najpóźniejsza godzina mnie nie przeraża :-)

niedziela, 24 stycznia 2010

TADAM!!

Ja tu już powoli zbieram się do snu, a TU.... Witam Pierwszego Obserwatora, Violetko! Jak miło!!
Z tej okazji wklejam szybko zdjęcia podusi, dzięki której odezwałaś się na moim blogu :D

Cyknęłam jej parę fotek, choć nadal mam niedosyt, bo zdjęcia nie potrafią oddać jej uroku, przeróżowiają ją - kolorystycznie najbliższa rzeczywistości jest na ostatnim zdjęciu:




Nic to - musicie uwierzyć mi na słowo, że jest cudownie miękka i milusia. Jak tylko o niej myślę, od razu robi mi się błogo, mam ochotę zaszyć się pod kocem, przytulić do niej głowę.. Dobranoc :)